Albo "Z pamiętnika schizofrenika"...
Jeśli uważasz, że człowiek jest władcą wszechświata - naciśnij czerwony znak ' x ' w prawym górnym rogu ekranu.
Śmieszne z nas stworzonka. Nie wiem jakim cudem zaszliśmy tak daleko. Podobno nad pijanymi i dziećmi czuwa Bóg. To by wyjaśniało, czemu alkoholicy są odporniejsi od kaskaderów. Żyjemy. Serce sobie puka i tak dalej. Ale czy żyjemy świadomie? A może większość, to tylko nasza bujna wyobraźnia i sprytna psychika która sama siebie karmi odpowiednio podkolorowanymi "faktami"?...
Optymistycznie - żyjemy świadomie. Po części. Niewielkiej. Bardzo. Zgrabnie przechodzę w pesymizm... Otóż myślę, że gdyby ludzie odbierali świat takim, jakim w rzeczywistości jest, poznając jego istotę, (bez zmiany tych wszystkich drobnych faktów na naszą korzyść, przymykania oczu, zwyczajnego strachu który każe odpowiadać na niektóre pytania inaczej niż powinniśmy, bez fałszywego poczucia bezpieczeństwa, irracjonalnego przekonania o stałości pewnych rzeczy, nas samych, snów i marzeń, bez tego wszystkiego i setki podobnych rzeczy) to by poszaleli, pozabijali się nawzajem, zjedli i wyginęli. Jeśli można mówić o ludzkiej wielkości, to zawdzięczamy ją kłamstwu. Fikcji. Oszustwu.
Jesteśmy robaczkami. Całą chmarą robaczków. W tabeli ważności dla wszechświata człowiek zajmuje miejsce pomiędzy mrówką, a muszką owocówką. Robaczek też może być szczęśliwy. Np. jak znajdzie coś, czego szukał. Ale najpierw musi wiedzieć czego chce. I znaleźć. Jeśli tylko sobie wmówi, że to ma, to niestety zdechnie smutny. Więc szukajmy. I nie ma się co spinać. Jesteśmy tylko ludźmi.

to prawda, że nad pijanymi i dziećmi czuwa Bóg. mam na to swoja teorię. po prostu oni nie są w stanie zaufać sami sobie, swojemu rozumowi: dzieci nie są świadome tego, że go posiadają, pijani mają zamroczony umysł - dlatego niechcący ufają "życiu"; idą w niego jak nóż w masło, poddają się czemuś, czego nie widać; Bogu, dziesiątemu wymiarowi, czy jeszcze czemuś...
OdpowiedzUsuń