środa, 31 października 2012

Niedobitek

Pozioma linia wykresu wyświetleń "Nocnej Włóczęgi" drgnęła nieznacznie, czyli zakładam, że nadal pojawiają się tu jakieś zbłąkane dusze... Mam narzekanie we krwi. Zrobiło mi się trochę wstyd, poza tym ostatni dzień października więc postanowiłem napisać... Popieprzyć głupot innymi słowy, to jest istota prowadzenia bloga. Szczególnie będąc mną. Żeby nie urazić wszystkich blogujących. Nie, żebym nie miał ochoty. :)

Jeśli przeczytasz ten post do końca, mój Drogi Czytelniku, możesz przyznać sobie order za wytrwałość, odwagę i za cokolwiek chcesz jeszcze... Z drugiej strony, piszę limitowane posty 1/miesiąc, czemu miałbyś sobie odmówić tej przyjemności i nie przeczytać?

Ciesz się Świecie, że nie potrafię przelewać myśli na papier żeby waliły w odbiorcę jak walą w mój mózg. Pomarli byście. Przedwcześnie. Ja już umarłem. Zabiła mnie absurdalność istnienia. Przez kilkanaście lat żyłem w przekonaniu, że słowa są w stanie niemal WSZYSTKO wyjaśnić. A tu okazuje się, że nie są w stanie wyjaśnić NICZEGO. Ale zejdźmy na ziemie zanim porzygacie się od tych wynurzeń.

Mam lepszy sposób żeby zryć Wasze psychiki na wzór własnej. Taka gra- rozglądacie się wokół siebie, bierzecie (w przenośni) dwie różne rzeczy i je łączycie. Im bezsensowniej tym lepiej! Można się załamać. :) To jest wyobraźnia. To jest życie. A to jest koniec posta.

***

Skłamałem z tym końcem. Halloween- satanistyczne święto Lucyfera i w ogóle. Szczególnie 'i w ogóle'. Twój ksiądz powie Ci to samo (nawet pijany, podczas prowadzenia samochodu) a jego żona potwierdzi. Miejcie się na baczności. Ja tymczasem popatrzę na demoniczny lampion z dyni który patrzy na mnie. Od dziecka mnie jarały. To miłego wieczoru...