Wskaźnik odwiedzin mojego nieszczęsnego bloga to pozioma linia. Nie słychać wymownego 'piiiii....' ale co za różnica... Nie ma nowych (ciekawych) wpisów, nie ma odwiedzin. Nie ma czasu, nie ma weny, nie ma chęci do pisania. Jest ciepło. I duszno. Się chciało słońca jeszcze nie tak dawno temu...
Podziwiam osoby, które konsekwentnie prowadzą blogi i które, co bardzo istotne, nie nudzą swoim pisaniem. Lubię zanurzać się w rzeki waszych myśli, że tak to poetycko ujmę. :) Przynajmniej wiem w co wchodzę. Mniej więcej. A ja? Mogę sobie bredzić w nieskończoność, nikomu się nie narzucam, niczyjego spokoju nie burzę. Lepiej się uwywnętrzniać tutaj niż na forach. Tutaj irytuje mniej osób.
"Dopóki się poruszasz- nie dopadną Cię". Święte słowa. Dlatego muszę być w drodze. Cały czas iść.
niedziela, 29 kwietnia 2012
niedziela, 8 kwietnia 2012
Kryjówka
Jest jeszcze trochę miejsca. To pocieszające na swój sposób. Byle nie zrobić tłoku bo będzie niebezpiecznie.
Moja ostatnie podróż pociągiem uświadomiła mi, jak bardzo ryzykownym zawodem jest kontroler biletów, czy też mówiąc krócej - kanar. I jeszcze, że zarząd PKP ma naprawdę mroczne poczucie humoru. Otóż w piątek, pociągi na linii Warszawa - Radom były przeładowane. Do tego stopnia, że ludzie musieli zostawać na peronach. Żeby to zobrazować, proszę wyobrazić sobie 8 osób w Fiacie 126p. Ja też zostałem. Przynajmniej dopóki kolejny pociąg nie okazał się równie przeludniony. Stwierdziłem, że czas porzucić szlachetne idee jeśli chcę wrócić do domu. Byłem świadkiem rozmowy dwóch młodych i nieźle już napitych facetów, którzy planowali zamach na kanara. Taki serio, chcieli gościa pobić. I tylko ten tłum go ocalił. Osłonili go własnym ciałem. Dosłownie. I ja byłem jednym z tych heroicznych bohaterów. Nieświadomie ale skutecznie. Ciężko by się było przedrzeć owym niedoszłym zamachowcom więc odpuścili.
Dobrze też, że kanar nie wyszedł ze swojej kryjówki krzycząc "dzień dobry! bileciki do kontroli". Tłok był koszmarny. Dobrze albo i niedobrze. Aż tak zbliżać się do ludzi raczej nie lubię. Ani w pociągu, ani w autobusie, ani wszędzie indziej.
Chyba jestem jakiś aspołeczny.
niedziela, 1 kwietnia 2012
No tak...
Ile jest prawdy w chamstwie?
Całkiem sporo. Choć zależy od chamstwa. Ile w tym zaskoczenia? Wcale. Ale to, że wszystko zostało powiedziane a tym bardziej pomyślane, nie znaczy chyba, że można milczeć... Jeśli chamstwo ma sens to wręcz je lubię. I bynajmniej nie mam na myśli bezmyślnego rzucania bluzgami na lewo i prawo. Życie potrzebuje finezji. Dobrego chamstwa też. Żeby nie było zbyt nudne. Czyż to nie urocze?
Odwyk. Mało skuteczny.
Ostatnio postanowiłem przeprowadzić eksperyment. Na sobie. Otóż wymyśliłem sobie, żeby nie korzystać z internetu. W ogóle. Dzień pierwszy okazał się tylko połowicznym sukcesem. Wieczorem zajrzałem na minutkę. Dzień drugi to było stuprocentowe zwycięstwo. Trzeciego dnia wieczorem eksperyment dobiegł końca. Miałem zbyt dużo zaległych rzeczy do obejrzenia, przeczytania i posłuchania. Chyba uzależnienie.
Nowa butelka.
Lubię od czasu do czasu napić się piwa. Smakoszem nie jestem. Byle było w zielonej butelce. Podobają mi się zielone butelki. Oto co wyczytałem na etykiecie: "Nowa butelka. Przetestuj ją w akcji" i "Teraz butelka (...) idealnie leży w dłoni, nawet podczas najbardziej legendarnych akcji". Sprawdzałem ją chyba z 15 minut. No nieźle leży w dłoni, faktycznie, trzeba przyznać, ale... Piwo kojarzy mi się z lenistwem. Wieczór - piwo - dym z papierosa powolutku żłobiący nieruchome powietrze... A tu sugestia legendarnych akcji z piwem... Odstawiłem nieotwarte. Piwo = lenistwo. I koniec.
niedziela, 25 marca 2012
Ta kolejna niedziela...
Nie lubię niedziel. Jak powszechnie wiadomo, są dziwne... Najbardziej depresyjny dzień tygodnia. Bo ostatni. Czyli coś się kończy. Odchodzi. Przemija. Żeby za bardzo nie dramatyzować, wrzuciłem wredny komiks. ;) Co tydzień, w każdą niedziele (oprócz wielkanocnej) nachodzą mnie nieciekawe myśli odnośnie poniedziałku. Poniedziałków też nie lubię.
Jeśli chociaż jedna osoba uśmiechnie się po przeczytaniu tego posta i kradzionego komiksu to osiągnę swój cel... Jakże szczytny. Powinienem chyba dostać nagrodę za blog miesiąca. Pisanie tutaj to ciężka praca. Bo już nawet nie chodzi o czas (jak się na kwejku siedzi to chyba nie wypada mówić o absolutnym braku wolnego czasu :) a o moją wydajność w kwestii myślenia nadającego się do publikacji. Lenistwo jest strasznie męczące. Nie lubię tego.
wtorek, 20 marca 2012
Ogień
Co za fascynujące zjawisko... Wieczne a pozornie nietrwałe, ciągle w ruchu nawet jeśli nieruchome... Ulotne... Wątpisz? Dotknij. Niszczy ciemność. Niszczy zimno. Niszczy. A jednak nikt się go nie wyprze.
Ogień kojarzy mi się z Życiem. Mają wiele wspólnego. Potężne i delikatne. Słabe i bezgraniczne. Zależy od celu. A może przypadku? Przemija. Ale cieszy. Kiedy trwa, kiedy jest wspomnieniem, kiedy jest nadzieją...
Chaos? Albo misterny plan. Trwa. Do końca.
środa, 14 marca 2012
Motywacja
Nie chce mi się chcieć. Jedyne co mi się chce, to nie chcieć. Bardzo mi przytulnie w takim stanie. Byle się nie przyzwyczaić... I tak się kręci to wszystko... Energia wyczerpana. Jeszcze tylko dziś... Może jutro. I wracam do gry. Z większym optymizmem... Chyba. Raczej tak. Wypadałoby.
czwartek, 8 marca 2012
Taki kwiatek na Dzień Kobiet
Mroczna wizja świata bez kobiet z dedykacją dla tej pięknej części ludzkości. Która, na szczęście, jest. ;)
Minęło ponad pół roku odkąd kobiety zniknęły. Tak po prostu. Wszystko powoli wracało do normy. Ale nie było już tak samo. Na początku wszyscy faceci byli w szoku. Większość jest nadal. Nieliczni uznali, że życie bez kobiet ma swoje plusy. Oni zaczęli umierać pierwsi. A reszta? Reszta, to była tylko kwestia czasu.
Chłopiec siedział na podłodze i bawił się metalowymi samochodzikami. Powinien być w przedszkolu. Niestety przedszkola nie działały. Mężczyzna przygnębiony patrzył przez szybę, na której krople deszczu żłobiły zawiłe ścieżki. Odkąd zniknęły kobiety, słońce przestało wychodzić zza chmur, prawie codziennie padało...
- Tato, jestem głodny...
- Już Mały, zaraz coś ci przyniosę, poczekaj chwilę.
Wyrwany z zamyślenia mężczyzna poszedł do kuchni. Po kilku minutach i brzdęknięciu dzwonka mikrofalówki wrócił do chłopca z parującym talerzem. Malec bez większego entuzjazmu zabrał się za posiłek.
- Tato, kiedy upieczesz ciasto, obiecywałeś... - zaczął przeżuwając jedzenie.
- Upiekę - przerwał mężczyzna. Ale sam w to nie wierzył. Gotowanie nie było jego mocną stroną. W ostatnich miesiącach jedzenie na wynos stało się jednym z najbardziej dochodowych interesów. Po wykupieniu całych zapasów dań instant, dla wielu facetów było jedynym sposobem na urozmaicenie diety. Parówki z mikrofali szybko zaczęły się przejadać. "Najlepsi kucharze to mężczyźni". Brednie. Chociaż całkiem nieźle szło im składanie hamburgerów w McDonald's według schematu. W tym przypadku nie było czuć różnicy w smaku.
- Pojedziemy do wujka jak zjesz. Mam jakieś złe przeczucia... - powiedział mężczyzna szykując płaszcze przeciwdeszczowe dla siebie i chłopca.
- OK, już kończę - odparł chłopiec.
Ale tak naprawdę od pół roku nic nie było OK. I wiedzieli o tym wszyscy.
Nikt nie odpowiadał na dzwonek ani pukanie. Na klatce panowała absolutna cisza.
- Może wujek śpi? - zapytał chłopiec, zadzierając głowę ukrytą pod mokrym kapturem.
- Zobaczymy - powiedział mężczyzna otwierając skrzypiące drzwi.
Weszli do ciemnego przedpokoju gdzie panował straszny zaduch. W powietrzu czuć było dym papierosowy, alkohol i jeszcze coś...
- Cholera, to pewnie z lodówki - mruknął pod nosem mężczyzna, trzymając chłopca za rękę i manewrując pomiędzy rozrzuconymi na podłodze butami.
Telewizor działał z wyciszonym dźwiękiem. W fotelu naprzeciw spał nieogolony mężczyzna. Wkoło porozrzucane były puste butelki i puszki po piwie, na oparciu fotela jakimś cudem trzymała się przepełniona popielniczka.
- Ej, obudź się - potrząsnął śpiącego mężczyzna.
- Całkiem cię porypało? - dodał, kiedy ten spojrzał na niego zaspanymi oczami. - A myślałem, że ja sobie kiepsko radzę - pomyślał, po czym podszedł do zakurzonego parapetu, przesunął doniczki z uschniętymi roślinami i otworzył okno. Szum deszczu ledwie słyszalny wewnątrz pomieszczenia przybrał na sile.
- O co ci chodzi, czego chcesz? - zapytał nieogolony facet mężczyznę.
Chłopiec z niepokojem spojrzał na ojca - wujek chyba nie był w dobrym humorze - pomyślał...
- Ile jeszcze zamierzasz tak żyć? Naprawdę nie zamierzasz wziąć się w garść? - zaczął podniesionym głosem mężczyzna. - Wiesz, że wszyscy mamy to samo. Ale chyba można kurde jakoś się pozbierać. Chcesz tak zdechnąć w tym brudzie? - kontynuował coraz mocniej wkurzony.
- Wyjdź. Nie zapraszałem cię - odparł facet z fotela otwierając kolejne piwo.
- Słuchaj, chyba jesteś moim bratem, ty olałeś wszystko, dosłownie wszystko, to co, ja też mam ciebie olać?! Człowieku, rozejrzyj się po tym syfie...
- Wyjdź! - krzyknął facet, próbując wstać z fotela. Popielniczka spadła na ziemię.
- Chodź Mały - powiedział mężczyzna łapiąc chłopca za rękaw i kierując się z nim do wyjścia.
- Rób co chcesz, nie chcesz pomocy to nie. Gdyby nie twoja żona już dawno byś zginał na tym świecie - powiedział w kierunku fotela, po czym wyszedł razem z chłopcem trzaskając drzwiami.
Zaczęło robić się chłodno. Mężczyzna wstał z fotela lekko dygocząc i zamknął okno. Zerknął na uschłe, zaniedbane kwiaty - pewnie wyglądam podobnie - pomyślał. W telewizji leciał jakiś mecz. Ostatnio mecze puszczali bardzo często. Szkoda, że nie sprawiały już takiej radości jak dawniej.
- Wystarczy tego - powiedział głośno do pustego mieszkania.
Posprzątał z dywanu popiół i zgniecione niedopałki leżące obok przewróconej popielniczki, zebrał i wyrzucił walające się po pokoju śmieci. Wziął prysznic, ogolił się a później ubrał w czyste ciuchy. Jedyne czyste które miał - założył pognieciony garnitur na specjalne okazje. A okazja była specjalna. Nie miał czasu na prasowanie. Odkręcił wszystkie cztery palniki kuchenki gazowej. Rozległ się delikatny syk. Wrócił do pokoju, wyłączył światło. Na ścianach drżała łuna nadal działającego i ciągle milczącego telewizora. Usiadł na ulubionym fotelu, na kolana położył sobie uśmiechnięte zdjęcie swojej żony. Łzy powoli kapały na szklaną ramkę, mijały minuty... Zapach gazu stawał się coraz intensywniejszy.
- I tak bez ciebie nic tu nie ma sensu - wyszeptał, po czym pstryknął trzymaną w dłoni zapalniczką.
Chłopiec krzyknął przez sen. Mężczyzna gwałtownie się przebudził, wstał i podszedł do łóżka obok. Pogłaskał syna po głowie.
- Pewnie masz koszmary, Mały - powiedział cicho do niespokojnie śpiącego dziecka.
W myślach dodał - nie ty jeden, od pół roku cały świat jest koszmarem...
"Pustka"
Chłopiec siedział na podłodze i bawił się metalowymi samochodzikami. Powinien być w przedszkolu. Niestety przedszkola nie działały. Mężczyzna przygnębiony patrzył przez szybę, na której krople deszczu żłobiły zawiłe ścieżki. Odkąd zniknęły kobiety, słońce przestało wychodzić zza chmur, prawie codziennie padało...
- Tato, jestem głodny...
- Już Mały, zaraz coś ci przyniosę, poczekaj chwilę.
Wyrwany z zamyślenia mężczyzna poszedł do kuchni. Po kilku minutach i brzdęknięciu dzwonka mikrofalówki wrócił do chłopca z parującym talerzem. Malec bez większego entuzjazmu zabrał się za posiłek.
- Tato, kiedy upieczesz ciasto, obiecywałeś... - zaczął przeżuwając jedzenie.
- Upiekę - przerwał mężczyzna. Ale sam w to nie wierzył. Gotowanie nie było jego mocną stroną. W ostatnich miesiącach jedzenie na wynos stało się jednym z najbardziej dochodowych interesów. Po wykupieniu całych zapasów dań instant, dla wielu facetów było jedynym sposobem na urozmaicenie diety. Parówki z mikrofali szybko zaczęły się przejadać. "Najlepsi kucharze to mężczyźni". Brednie. Chociaż całkiem nieźle szło im składanie hamburgerów w McDonald's według schematu. W tym przypadku nie było czuć różnicy w smaku.
- Pojedziemy do wujka jak zjesz. Mam jakieś złe przeczucia... - powiedział mężczyzna szykując płaszcze przeciwdeszczowe dla siebie i chłopca.
- OK, już kończę - odparł chłopiec.
Ale tak naprawdę od pół roku nic nie było OK. I wiedzieli o tym wszyscy.
Nikt nie odpowiadał na dzwonek ani pukanie. Na klatce panowała absolutna cisza.
- Może wujek śpi? - zapytał chłopiec, zadzierając głowę ukrytą pod mokrym kapturem.
- Zobaczymy - powiedział mężczyzna otwierając skrzypiące drzwi.
Weszli do ciemnego przedpokoju gdzie panował straszny zaduch. W powietrzu czuć było dym papierosowy, alkohol i jeszcze coś...
- Cholera, to pewnie z lodówki - mruknął pod nosem mężczyzna, trzymając chłopca za rękę i manewrując pomiędzy rozrzuconymi na podłodze butami.
Telewizor działał z wyciszonym dźwiękiem. W fotelu naprzeciw spał nieogolony mężczyzna. Wkoło porozrzucane były puste butelki i puszki po piwie, na oparciu fotela jakimś cudem trzymała się przepełniona popielniczka.
- Ej, obudź się - potrząsnął śpiącego mężczyzna.
- Całkiem cię porypało? - dodał, kiedy ten spojrzał na niego zaspanymi oczami. - A myślałem, że ja sobie kiepsko radzę - pomyślał, po czym podszedł do zakurzonego parapetu, przesunął doniczki z uschniętymi roślinami i otworzył okno. Szum deszczu ledwie słyszalny wewnątrz pomieszczenia przybrał na sile.
- O co ci chodzi, czego chcesz? - zapytał nieogolony facet mężczyznę.
Chłopiec z niepokojem spojrzał na ojca - wujek chyba nie był w dobrym humorze - pomyślał...
- Ile jeszcze zamierzasz tak żyć? Naprawdę nie zamierzasz wziąć się w garść? - zaczął podniesionym głosem mężczyzna. - Wiesz, że wszyscy mamy to samo. Ale chyba można kurde jakoś się pozbierać. Chcesz tak zdechnąć w tym brudzie? - kontynuował coraz mocniej wkurzony.
- Wyjdź. Nie zapraszałem cię - odparł facet z fotela otwierając kolejne piwo.
- Słuchaj, chyba jesteś moim bratem, ty olałeś wszystko, dosłownie wszystko, to co, ja też mam ciebie olać?! Człowieku, rozejrzyj się po tym syfie...
- Wyjdź! - krzyknął facet, próbując wstać z fotela. Popielniczka spadła na ziemię.
- Chodź Mały - powiedział mężczyzna łapiąc chłopca za rękaw i kierując się z nim do wyjścia.
- Rób co chcesz, nie chcesz pomocy to nie. Gdyby nie twoja żona już dawno byś zginał na tym świecie - powiedział w kierunku fotela, po czym wyszedł razem z chłopcem trzaskając drzwiami.
Zaczęło robić się chłodno. Mężczyzna wstał z fotela lekko dygocząc i zamknął okno. Zerknął na uschłe, zaniedbane kwiaty - pewnie wyglądam podobnie - pomyślał. W telewizji leciał jakiś mecz. Ostatnio mecze puszczali bardzo często. Szkoda, że nie sprawiały już takiej radości jak dawniej.
- Wystarczy tego - powiedział głośno do pustego mieszkania.
Posprzątał z dywanu popiół i zgniecione niedopałki leżące obok przewróconej popielniczki, zebrał i wyrzucił walające się po pokoju śmieci. Wziął prysznic, ogolił się a później ubrał w czyste ciuchy. Jedyne czyste które miał - założył pognieciony garnitur na specjalne okazje. A okazja była specjalna. Nie miał czasu na prasowanie. Odkręcił wszystkie cztery palniki kuchenki gazowej. Rozległ się delikatny syk. Wrócił do pokoju, wyłączył światło. Na ścianach drżała łuna nadal działającego i ciągle milczącego telewizora. Usiadł na ulubionym fotelu, na kolana położył sobie uśmiechnięte zdjęcie swojej żony. Łzy powoli kapały na szklaną ramkę, mijały minuty... Zapach gazu stawał się coraz intensywniejszy.
- I tak bez ciebie nic tu nie ma sensu - wyszeptał, po czym pstryknął trzymaną w dłoni zapalniczką.
Chłopiec krzyknął przez sen. Mężczyzna gwałtownie się przebudził, wstał i podszedł do łóżka obok. Pogłaskał syna po głowie.
- Pewnie masz koszmary, Mały - powiedział cicho do niespokojnie śpiącego dziecka.
W myślach dodał - nie ty jeden, od pół roku cały świat jest koszmarem...
Koniec.
P.S. Ale wymyśliłem... :) Wniosek jest taki, że bez kobiet, faceci pomarliby w głodzie, smrodzie, bólu i beznadziei. I gdyby Was nie było, nie byłoby też miłości. Dajecie sens w tym pierdzielniku. Dzięki Wam za to. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






