Mroczna wizja świata bez kobiet z dedykacją dla tej pięknej części ludzkości. Która, na szczęście, jest. ;)
"Pustka"
Minęło ponad pół roku odkąd kobiety zniknęły. Tak po prostu. Wszystko powoli wracało do normy. Ale nie było już tak samo. Na początku wszyscy faceci byli w szoku. Większość jest nadal. Nieliczni uznali, że życie bez kobiet ma swoje plusy. Oni zaczęli umierać pierwsi. A reszta? Reszta, to była tylko kwestia czasu.
Chłopiec siedział na podłodze i bawił się metalowymi samochodzikami. Powinien być w przedszkolu. Niestety przedszkola nie działały. Mężczyzna przygnębiony patrzył przez szybę, na której krople deszczu żłobiły zawiłe ścieżki. Odkąd zniknęły kobiety, słońce przestało wychodzić zza chmur, prawie codziennie padało...
- Tato, jestem głodny...
- Już Mały, zaraz coś ci przyniosę, poczekaj chwilę.
Wyrwany z zamyślenia mężczyzna poszedł do kuchni. Po kilku minutach i brzdęknięciu dzwonka mikrofalówki wrócił do chłopca z parującym talerzem. Malec bez większego entuzjazmu zabrał się za posiłek.
- Tato, kiedy upieczesz ciasto, obiecywałeś... - zaczął przeżuwając jedzenie.
- Upiekę - przerwał mężczyzna. Ale sam w to nie wierzył. Gotowanie nie było jego mocną stroną. W ostatnich miesiącach jedzenie na wynos stało się jednym z najbardziej dochodowych interesów. Po wykupieniu całych zapasów dań instant, dla wielu facetów było jedynym sposobem na urozmaicenie diety. Parówki z mikrofali szybko zaczęły się przejadać. "Najlepsi kucharze to mężczyźni". Brednie. Chociaż całkiem nieźle szło im składanie hamburgerów w McDonald's według schematu. W tym przypadku nie było czuć różnicy w smaku.
- Pojedziemy do wujka jak zjesz. Mam jakieś złe przeczucia... - powiedział mężczyzna szykując płaszcze przeciwdeszczowe dla siebie i chłopca.
- OK, już kończę - odparł chłopiec.
Ale tak naprawdę od pół roku nic nie było OK. I wiedzieli o tym wszyscy.
Nikt nie odpowiadał na dzwonek ani pukanie. Na klatce panowała absolutna cisza.
- Może wujek śpi? - zapytał chłopiec, zadzierając głowę ukrytą pod mokrym kapturem.
- Zobaczymy - powiedział mężczyzna otwierając skrzypiące drzwi.
Weszli do ciemnego przedpokoju gdzie panował straszny zaduch. W powietrzu czuć było dym papierosowy, alkohol i jeszcze coś...
- Cholera, to pewnie z lodówki - mruknął pod nosem mężczyzna, trzymając chłopca za rękę i manewrując pomiędzy rozrzuconymi na podłodze butami.
Telewizor działał z wyciszonym dźwiękiem. W fotelu naprzeciw spał nieogolony mężczyzna. Wkoło porozrzucane były puste butelki i puszki po piwie, na oparciu fotela jakimś cudem trzymała się przepełniona popielniczka.
- Ej, obudź się - potrząsnął śpiącego mężczyzna.
- Całkiem cię porypało? - dodał, kiedy ten spojrzał na niego zaspanymi oczami. - A myślałem, że ja sobie kiepsko radzę - pomyślał, po czym podszedł do zakurzonego parapetu, przesunął doniczki z uschniętymi roślinami i otworzył okno. Szum deszczu ledwie słyszalny wewnątrz pomieszczenia przybrał na sile.
- O co ci chodzi, czego chcesz? - zapytał nieogolony facet mężczyznę.
Chłopiec z niepokojem spojrzał na ojca - wujek chyba nie był w dobrym humorze - pomyślał...
- Ile jeszcze zamierzasz tak żyć? Naprawdę nie zamierzasz wziąć się w garść? - zaczął podniesionym głosem mężczyzna. - Wiesz, że wszyscy mamy to samo. Ale chyba można kurde jakoś się pozbierać. Chcesz tak zdechnąć w tym brudzie? - kontynuował coraz mocniej wkurzony.
- Wyjdź. Nie zapraszałem cię - odparł facet z fotela otwierając kolejne piwo.
- Słuchaj, chyba jesteś moim bratem, ty olałeś wszystko, dosłownie wszystko, to co, ja też mam ciebie olać?! Człowieku, rozejrzyj się po tym syfie...
- Wyjdź! - krzyknął facet, próbując wstać z fotela. Popielniczka spadła na ziemię.
- Chodź Mały - powiedział mężczyzna łapiąc chłopca za rękaw i kierując się z nim do wyjścia.
- Rób co chcesz, nie chcesz pomocy to nie. Gdyby nie twoja żona już dawno byś zginał na tym świecie - powiedział w kierunku fotela, po czym wyszedł razem z chłopcem trzaskając drzwiami.
Zaczęło robić się chłodno. Mężczyzna wstał z fotela lekko dygocząc i zamknął okno. Zerknął na uschłe, zaniedbane kwiaty - pewnie wyglądam podobnie - pomyślał. W telewizji leciał jakiś mecz. Ostatnio mecze puszczali bardzo często. Szkoda, że nie sprawiały już takiej radości jak dawniej.
- Wystarczy tego - powiedział głośno do pustego mieszkania.
Posprzątał z dywanu popiół i zgniecione niedopałki leżące obok przewróconej popielniczki, zebrał i wyrzucił walające się po pokoju śmieci. Wziął prysznic, ogolił się a później ubrał w czyste ciuchy. Jedyne czyste które miał - założył pognieciony garnitur na specjalne okazje. A okazja była specjalna. Nie miał czasu na prasowanie. Odkręcił wszystkie cztery palniki kuchenki gazowej. Rozległ się delikatny syk. Wrócił do pokoju, wyłączył światło. Na ścianach drżała łuna nadal działającego i ciągle milczącego telewizora. Usiadł na ulubionym fotelu, na kolana położył sobie uśmiechnięte zdjęcie swojej żony. Łzy powoli kapały na szklaną ramkę, mijały minuty... Zapach gazu stawał się coraz intensywniejszy.
- I tak bez ciebie nic tu nie ma sensu - wyszeptał, po czym pstryknął trzymaną w dłoni zapalniczką.
Chłopiec krzyknął przez sen. Mężczyzna gwałtownie się przebudził, wstał i podszedł do łóżka obok. Pogłaskał syna po głowie.
- Pewnie masz koszmary, Mały - powiedział cicho do niespokojnie śpiącego dziecka.
W myślach dodał - nie ty jeden, od pół roku cały świat jest koszmarem...
Koniec.
P.S. Ale wymyśliłem... :) Wniosek jest taki, że bez kobiet, faceci pomarliby w głodzie, smrodzie, bólu i beznadziei. I gdyby Was nie było, nie byłoby też miłości. Dajecie sens w tym pierdzielniku. Dzięki Wam za to. :)