sobota, 11 lutego 2012

Diabeł

Oto przed Państwem Diabeł - mój najwierniejszy przyjaciel i częsty towarzysz nocnej włóczęgi. Drugi pies którego posiadam a zawsze pierwszy na dźwięk szeleszczących opakowań w przekonaniu, że to jak nic jedzenie dla niego. Wiecznie głodny jak właściciel. Diabeł (też Diablik lub Diablak a także Jasna Cholera) jest sznaucerem średnim. Miał być miniaturowy wedle zapewnień sprzedającego ale cóż. Podobno był też zadbany i dobrze traktowany od szczeniaka. Podobno. Diabeł jest jeszcze młodym psem, nie ma nawet roku. Kupowała go oczywiście moja mama, nie znam osoby z lepszą ręką do zwierząt.


Diabeł nazywa się akurat tak z racji swojego temperamentu. Rzadko zdarza mu się usiedzieć dłużej w jednym miejscu. Nawet kiedy jest chwilowo spokojny, któraś łapka zawsze drży jakby nie mógł przestać biegać. Uwielbia spacery, im dłuższe tym lepsze, najczęściej co chwilę podskakuje. 3 metry do przodu - podskok, 2 metry do przodu - podskok. Taki kolejny tik chyba. ;) Poza tym często śpi na plecach z łapami w górze co wygląda komicznie. Kiedy czegoś chce (głównie jedzenia) siada na tylnych łapach a przednie wyciąga przed siebie. Przypomina wtedy trochę spłoszonego królika. :) Bynajmniej tak mi się kojarzy. I ziewa. Naprawdę często a przede wszystkim głośno, brzmi to dość przeraźliwie. Mógłbym jeszcze długo o nim opowiadać... I tak Diabeł staje się sławny a ja jestem cholernie szczęśliwy że stanął na mojej drodze. Kocham tego stwora nieziemsko. W następnym odcinku kiedyś tam przedstawię Państwu ... . Zresztą zobaczycie.

piątek, 10 lutego 2012

Muzyka a psychika

Czyli pokaż swoją playlistę a powiem Ci kim jesteś. Nie wiem czemu niektóre piosenki dosłownie rozwalają dusze, ale prawdopodobnie odpowiednio dobrane dźwięki łaskoczą pewne rejony mózgu i stąd taki efekt. Może być też tak, że słyszymy piosenkę w 'dobrej chwili' (chwilowy napad irracjonalnego szczęścia, znacie to?) i tak oto piosenka staje się lubiana, choć być może w innych okolicznościach nie zwróciłoby się na nią uwagi. Czasami można zakochać się w piosence ot tak, dla kaprysu.

Sam słucham niemal wszystkiego a zamykanie się w jednym gatunku to idiotyzm. Tym bardziej, że gatunki stworzyli ludzie a mówimy o muzyce. Trzeba być czymś genialnym żeby na przestrzeni wieków cały czas fascynować i zaskakiwać ludzkość. Tym bardziej będąc niewidzialnym. Skoro już jesteśmy przy widzialności - nie lubię teledysków. Szkoda angażować wzroku, skupiam się na dźwiękach. Idei kręcenia klipów nie ogarniam i nie ogarnę.



Można pokusić się o twierdzenie, że rodzaj muzyki która przeważa w naszym życiu (albo odtwarzaczu mp3), odzwierciedla naszą wrażliwość. Nie wspominając już o nastrojach. Rozumiem fascynację muzyką klasyczną. Piękno, harmonia, muzyka w pełnym słowa znaczeniu. Rozumiem fascynację rockiem - dobre gitarowe solówki = ciarki na plecach. Rozumiem fascynację rapem. Pasja, teksty pełne emocji, ekspresja. Kurczę, nawet pop rozumiem. Że akurat nie jestem miłośnikiem ale niech tam już będzie. Zagadką jest dla mnie muzyka techno. Może trzeba mieć jakieś specjalne predyspozycje żeby móc ją ogarniać i lubić. Skoro dyskoteki, gdzie grają (chyba za duże słowo w tym przypadku) techno mają tak licznych fanów, to zakładam, że coś w niej jest. Po prostu ja tego czegoś nie dostrzegam. Zdarza się.

Ale jednego stylu, jednej muzycznej subkultury za nic pojąć nie mogę. Więc pytam - jak na Boga można fascynować się muzyką disco polo??? Tutaj boję się teorii o zależności preferowanej muzyki i umysłu. Koniec wywodu. Dobranoc.

czwartek, 9 lutego 2012

Pełnia

Niebo prawie bezchmurne. Na szczęście. Księżyc w całej okazałości... W lesie jest bajkowo. Cienie drzew równie mocno zachwycają, co niepokoją. Poczucie realności gwałtownie spada. Sen próbuje wydostać się na jawę w takich momentach. Zerkam w niebo co jakiś czas. Ale przecież księżyc zawsze tam jest, od wieków, świat zniknie dla mnie - on tam będzie, zniknie w ogóle - pewnie nadal tam będzie... Wierny jak cholera. Znika, pojawia się, ale cały czas JEST. Przyjaciel idealny?


Osobiście gdybym był księżycem, wolałbym nie patrzeć na Ziemię. Chyba miałbym dosyć. Autodestrukcja idzie pełną parą. A ludzie uśmiechnięci, zadowoleni  z siebie, zadzierają głowy w górę i go podziwiają. Księżyc milczy. Spokojnie obserwuje i milczy. Jeśli kiedyś zniknie, nie będę szczególnie zaskoczony.

niedziela, 5 lutego 2012

Jutro

- A co planujesz w życiu robić? Jeśli mogę wiedzieć?
Co zamierzam robić... Żyć przede wszystkim. Łapać chwilę. Żeby móc się zachwycać samym faktem życia. Widzisz, właściwie to mogło mnie już nie być. A skoro jestem to chyba w jakimś celu. Więc postanowiłem się zachwycać światem. A co do reszty, ka (coś w stylu przeznaczenia w sadze Mroczna Wieża, stąd mam taki nick) mnie poprowadzi. Nie chcę popaść w rutynę- praca, sen, praca, sen. A pieprzę takie życie. Skoro tak to ok, niech będzie ale zamiast spać będę robił coś dla siebie. Będę się wzbogacał. Przede wszystkim wewnętrznie. Może kiedyś zacznę pisać... Jeśli dostanę jakąś szansę to będę się starał wykorzystać. Jestem nienormalny, poza tym mam duszę marzyciela... A świat nie sprzyja marzycielom jak mówią... Nie myślę o swoim życiu na poważnie w perspektywie dalszej przyszłości. Ale jutro rano idę z psami na spacer. Dla mnie to jest szczęście.



Ech...

„Zresztą od niczego nie da się uciec. Nawet bardziej niż od przeszłości nie da się uciec od tego, kim w głębi jesteśmy. Człowiek jest zakotwiczony w swojej prawdzie raz na zawsze i nie ma najmniejszej szansy, że z tego wyjdzie, że wyrwie się z tych okowów. Walka, szarpanina na nic by się nie zdały. Lepiej pogodzić się z losem, zaakceptować go.”
Philippe Besson - "Być przez chwilę sobą"



Papieros o trzeciej nad ranem. I pełne ironii "nie mam więcej pytań".

piątek, 3 lutego 2012

Szukając siebie


Czyli kilka słów o buntownikach.


Lektura "Głodu" Knuta Hamsuna przypomniała mi "Buszującego w zbożu". Klimat obydwu książek jest podobny. Narracja pierwszoosobowa młodego człowieka który żyje w świecie ale... No właśnie. Literatura (więc także rzeczywistość) pełna jest zbuntowanych bohaterów. A może aspołecznych odludków a nie bohaterów? Świat pełen jest ludzi, którzy nie akceptują rzeczywistości i się jej sprzeciwiają. I chyba nie można mieć do nich o to pretensji... Mnie osobiście zawsze o wiele bardziej niepokoiła bierność i dziwna uległość wobec życia. Tak jakby sam fakt oddychania był największym sukcesem jaki można osiągnąć. Bo przecież nic więcej nie trzeba. I to jest prawda. Ale można wszystko. 


Nasz zbuntowany bohater zazwyczaj stroni od ludzi. On nie rozumie ich, oni nie rozumieją jego... Może się wydawać, że jest skazany na samotność, cierpienie... Czy to reguła? Niekoniecznie. Wybór własnej drogi jest ryzykowny, to na pewno. A jednak wielu podejmuje owo ryzyko. W większości nie kończy się to dobrze, czy można jednak uznać naszego bohatera za przegranego jeśli poniesie taką "porażkę"? Jeśli tak, to kto jest zwycięzcą?



Różne są przyczyny szukania prawdziwego a przede wszystkim WŁASNEGO szczęścia. Skutki również. Oprócz wymienionych już "Głodu" i "Buszującego w zbożu" wśród moich ulubionych 'zbuntowanych książęk' (czyli mniej lub bardziej z tematem zamierzonej odmienności związanych) znajdują się:

  • "Przygody Hucka" i "Przygody Tomka Sawyera" Marka Twaina.
  • "Ten obcy" Ireny Jurgielewiczowej, wszystkie trzy książki poznane w czasach podstawówki a sentyment został.
  • "Tekściarz" Bogusława Narewskiego oraz "Degenerat" Michała Wiśniewskiego, (nie, nie TEGO Michała, spokojnie:) to z polskich autorów, przy czym drugi tytuł mocno zapadł mi w pamięć, nie jest zbyt popularny a szkoda. 
  • "Opętanie" - kultowa historia o miłości wbrew "logice". W gruncie rzeczy miło mnie zaskoczyła.
  • "Szczęśliwe dni" - kolejna mało znana perełka. Równie nastrojowa co niepokojąca, a pełna mądrości. Czymkolwiek mądrość jest.
  • "Być przez chwilę sobą" - chociaż i pozostałe książki Philipa Bessona mają w sobie jakiś 'pierwiastek buntu' i prowokują do przemyśleń.
  • Książki autorstwa Jacka Kerouca - ech, jestem fanem...

Ogólnie rzecz biorąc te książki nie dają odpowiedzi czy bunt jest dobry, czy zły. Jednym wychodzi "na zdrowie", drudzy przez niego cierpią. Mimo to są naprawdę warte przeczytania. Nikt nie każe pójść nam w innym kierunku ale dobrze wiedzieć, że zawsze można. Nasz wybór, nasze ryzyko. Bądźmy wolni.

środa, 1 lutego 2012

Inne miejsca

Nie chcę być w miejscu, gdzie jestem. Zimno? Śnieg? No dobra. Ale nie tutaj. Chcę być  tam...


To jedno z dzieł Alana Lee, genialnego brytyjskiego grafika. Robi wrażenie. Pan Alan odpowiadał za szkice koncepcyjne przy produkcji filmowego "Władcy Pierścieni". Nie wiem co zachwyciło mnie bardziej- książka czy film... Od kinowej premiery pierwszej części trylogii minie za kilka dni 10 lat. Niesamowite. Od tego czasu żaden film nie wywarł na mnie tak wielkiego wrażenia. Samą trylogię Tolkiena przeczytałem dwukrotnie i bawiłem się przy tym naprawdę świetnie. W najbliższych planach mam zamiar powrócić do Śródziemia dzięki książce "Dzieci Húrina". Ilustrowanej przez Alana Lee właśnie. Oglądam jego prace i nie mogę przestać się zachwycać... Właściwie nie chcę przestać. Chcę tam być.